expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 21 maja 2014

dreaming

tak sobie leże teraz i myślę, czy jestem pojebana czy może pojebana?
ludzie mają o wiele poważniejsze problemy niż jakies nieowzajemnione uczucie...
ja sama mam o wiele poważniejsze zmartwienia... jest ich mnóstwo, na każdym kroku
ale właśnie !
każdy je ma, każdy ma cholerne problemy
a wiadomo, że jeśli ma się przy sobie bliską osobe, swoja najukochańszą, jedyną, miłość swojego życia - wtedy na problemy patrzymy inaczej
czasem z przymróżeniem oka, czasem ta osoba pomaga nam przez nie przebrnąć, a czasem mijają same zupełnie niezauważone
więc jednak ta nieodwzajemniona miłość jest o wiele poważniejszym problemem niż mogłoby się wydawać
osobiście uważam, że powinniśmy bez względu na wszystko walczyć o swoje marzenia
ale po co ja mam walczyć skoro dobrze wiem, że on mnie nie kocha ?
nie ma sensu
chociaż pewnie innym dawałabym świetne wskazówki ku temu, aby walczyli, chociaż porozmawiali
sama jednak nie potrafię odnieść sie do tak wspaniałych i jakże mądrych rad, które daje innym
jestem osobą raczej zamknięta w sobie, nie potafie wydusić z siebie tego co NA PRAWDĘ leży gdzieś tam głęboko, na dnie mojego serca
była jedna osoba, której byłam w stanie powiedzieć wszystko
ale odeszła ode mnie i nie chce być już najlblizszą mi osobą
cóż, nie moge go do tego zmusić chociaż niezmiernie mi na tym zależy i bardzo bym tego chciała
nie oczekuje wiele
chciałabym porozmawiać
chciałabym, aby wrócić dawny m........... 
aby mnie przytulił, powiedział co go dręczy
żeby mówił ciągle głupoty
żebyśmy kłócili się jak dawniej
żebyśmy siedzieli ciągle do późna, czasem nawet do rana i gadali o różnych rzeczach
żeby zwierzał mi się ze swoich problemów
żeby mówił mi o swoich radosciach
żeby chciał mnie wysłuchać
żeby mnie kochał tak jak nigdy nigdy nie bedzie kochał
żeby znów na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech
żebym poczuła, że ktoś kogo kocham, jest blisko
żeby był blisko
żeby chociaż spróbował....
żeby wrócił do mnie
żeby znów stał sie tym szesnastolatkiem
żeby zmienił sie w osobę którą znałam
żeby nie był już takim bezuczuciowym kretynem którego i tak zawsze bede kochać
żeby poświęcił mi choć chwilę uwagi
żeby powiedział co naprawdę czuje
żeby znów spojrzał na mnie swoimi pięknymi, niebieskimi oczami
żebym znów mogła zobaczyc jego wspaniały uśmiech
żebym mogła usłyszeć jego głos
żebym mogła poczuć jego zapach
żebym mogła wtulić się w mojego najlepszego przyjaciela
żeby był
żeby po prostu najzwyczajniej w świecie znów zaistniał
żeby znów stał się mój
żeby znów mi ufał
żeby znów chciał dzielić się ze mną sowimi troskami i radościami
żebym chociaż mogła go zobaczyć
żeby powiedział choć jedno słowo
żeby chociaż pozwolił się kochać...........


wtorek, 13 maja 2014

dobrze,że jesteś

o czym innym ja mogę mówić jak nie o miłości....
jestem zakochana, bezgranicznie, bezwarunkowo
wierzę, że potrafiłabym oddać za niego życie, jestem tego pewna
nie cofnełabym sie przed niczym, aby go uratować
mam nadzieje, że nigdy nie będzie takiej potrzeby
kocham go, kocham
moge to mowic milion razy
on i tak tego nie usłyszy
nie zrozumie
nie zacznie go to obchodzic
nie bedzie sie tym interesowal

ale może kiedyś, bedzie mi dane byc szczesliwa
chce jego szczesia
jak juz bede pewna, że jest szczęśliwy to ułoże sobie życie
ale teraz w żaden sposób nie mogę tego określić
bo najzwyczajniej w świecie nie mam z nim kontaktu
chciałabym, żeby po prostu sie do mnie odezwał
zapytał co u mnie
czy sobie radze
czy jakos zyje
czy zyje

nie mam dzisiaj nic do powiedzenia
chyba jestem zbyt smutna
i chyba mam za dużo czasu na myslenie
zreszta nie moge w kółko opowiadać o tym samym
mam w sercu taka ogromną nadzieje, że on to kiedys przeczyta
wiem, ze jeśliby na to trafił to wiedziałby, że mowa tu o nim
choć nigdzie nie ma jego nazwiska, nawet imienia
ale wiem, że poczułby to
te słowa wychodzą prosto z mojego serca
to co tutaj piszę jest w ogóle nie przemyslane
nie zastanawiam się nad tym w żaden sposób
piszę to o czym co w danej chwili jest w mojej głowie

ale wiem, że na pewno by wiedział
czuję, że jest między nami ogromna wieź
której nikt nigdy nie będzie w stanie zniszczyć
więź, która trwa i będzie trać
nawet jeśli mielbyśmy już do końca zycia nie zamienic ze sobą ani pół słowa
to jest coś niewidzialnego ale o ogromnym znaczeniu
dla mnie jet nad wyraz ważne to co czuje
kieruje sie w zyciu wyłącznie uczuciami
rzadko kiedy (jeśli w ogóle) zdarza się, że kieruje się rozsądkiem
w tych sprawach nic z uczuciem nie wygra
zawsze mówiłam mu o wszystkim co mysle
uczucie brało góre

jestem teraz na przegranej pozycji
nie mam pojecia co on ma w glowie
nie wiem czy czasem o mnie mysli
to tak niewiele informacji a tak wiele dla mnie znacza
chciałabym dowiedziec sie czy kiedykolwiek o mnie pomyslal
czy to co sobie wyobrazam w glowie to paranoje

m
  

poniedziałek, 12 maja 2014

insegnami ad amare

czy kiedykolwiek bede miec jakes powody ku temu aby walczyć?
aby walczyć o normalne życie, a nie ciągłe zamartwianie się, ciągłe myślenie o nim, troski, cierpienia....
czy kiedyś nauczę się żyć z tym,albo co ważniejsze czy kiedykolwiek jeszcze bede mogła żyć bez tego?
nie moge tego juz wytrzymac, to mnie coraz badziej przeraża....
jestem niewolnikiem tej chorej, nieuzasadnionej, jednostronnej i bardzo niszczącej miłości
nie mogę już powiedzieć, że sprawia mi to jakąkolwiek satysfakcje, radośc lub szczęście
to sprawia mi jedynie kłopoty, smutek, rozpacz, rozgoryczenie, ciągłe zamartwianie się i nieustanne myślenie o nim
nic korzystnego dla mnie
nie potrafie wyrzucic go z głowy
jest jakby nieodłączną cześcia mojego życia
jest częscia mnie
i chociaż leże teraz bardzo daleko od niego, czuje ciągle jego obecność
jestem pewna, że to jest jakieś przeznaczenie,a może miłość na prawde istnieje i jest to właśnie ona
tak wiele razy próbowałam, ciagle staram się wyrzucić go z pamięci....
nie da się, nie potrafię, nie umiem nie kochać nikogo, nie umiem nie kochać kogoś ninnego, nie umiem nie kochać jego.....
to jest jakby stałe, permanentne i nie da się tego w żaden sposób wyczyścić
kojarzy mi się to nie wiem na przykład z jakimś narządem....mózg, serce....coś bez czego człowiek nie może żyć, coś bez czego w jednej chwili umrze.... to jest właśnie coś takiego, nie potrafię tego lepiej opisać, ale myśle, że lepiej się już chyba nie da
to ciągle wraca, nie da się od tego uciec
nie nie]po prostu nie
chociaż czasem już całkowicie nie mam siły i na prawde się staram z całych sił, nie potrafie
chce żeby on przejrzał na oczy, chce żeby mnie kochał, chce tego
bo nadal jestem w stanie za niego umrzeć, zrobie dla niego wszystko
wszystko
kocham go
tyle chyba wystarczy

poniedziałek, 5 maja 2014

cos się kończy, cos się zaczyna - bardzo mądre słowa lecz w żaden sposób nie odnoszą się do mojego życia
w moim zyciu nic się nie konczy, nie widze też na horyzoncie żadnych początków
to tak jakbym po prostu żyła w codziennej monotonii, wciąż czekając na cud, że w jego głowie pojawi się chociażby jakaś maleńka iskierka zapalająca zielone swiatło w drodze do mnie bardzo mało prawdopodobne, że jeszcze kiedyś bedę mogła usłyszeć od niego jakiekolwiek miłe słowo
powoli sama zdaje sobie sprawę, że to jednak jest prawdziwa miłośc
przez pewien czas broniłam się od tego, próbowałam uciec, lecz niestety całkowicie bezskutecznie...
w moich przekonaniach, że to jednak jest miłośc(oczywiście nieodwzajemniona, romantyczna) utwierdził mnie dzisiaj pewien tekst na maturze.... mianowicie, pewnien poeta wypowiadał się na temat miłości, mówił o niej, że ta prawdziwa, nie oczekuje niczego w zamian, jest bezinteresowna, pragnie jedynie szcześcia drugiej połówki....
taka własnie jest moja, chociaż cierpię już kilka ładnych lat, to nie potrafię przestać o nim mysleć, wciąż mogłabym dla niego zrobić wszystko
gdyby tylko o coś poprosił.... nie potrafiłabym odmówić
dostaje duszności na samą myśl, że mogłoby mu się przytrafic mu coś złego...
nie wiem czy to jest normalne. ale nie potrafie nad tym panować
chciałabym coś zmienić ale nie umiem
ile razy bym się do tego nie zabierała, po prostu nie jestem w stanie przestać o nim mysleć
on zawsze jest w mojej głowie, gdzies tam gleboko zakopany, zbyt głeboko, żeby móc go z niej wykopać
to nie jest zdrowa sytuacja bo czasem czuje, że jestem od kogoś uzależniona
nie potrafie normalnie żyć i funkcjonować, nienawidze tego uczucia
a z drugiej strony kocham to, że wciąż go kocham, wciąż jakis płonień nadziei tli się w mojej głowie, że może jeszcze kiedyś będzie nam dane szczęście
nie oczekuje zbyt wiele, chciałabym chociaż rozmowy, która dałaby mi jakies powody aby zekac dalej albo zrezygnowac raz na zawsze
ale to drugie chyba nigdy sie nie spełni